Niecodzienny fuckup Tommy’ego

– Tommy, cholera jasna. Ten raport miał być dostępny na wczoraj! Zarząd mnie ciśnie, kontrahenci czekają na umowy i faktury, a ty takie numery odwalasz? Co, znowu ta sama śpiewka, że IT dało dupy i nie zresetowało dysków? – zdenerwowanym głosem powiedział Jason, opierając się na skórzanym fotelu i rzucając stosem papierów na biurko.
– Daj spokój, przecież wiesz że się staram. Nie moja wina, że nas sprzęt jest do dupy – odpowiedział Tommy, stojąc przed Jasonem i krzyżując ręce za plecami.
– Dupa nie sprzęt, nie pierdol mi tutaj. Jakbyś się wziął do roboty tydzień wcześniej to byś zdążył. Idź już i weź się do roboty, bo mnie szlag trafi i obetnę ci pensje – rzucił na odchodne i bezceremonialnie machnął na Tommiego ręką – I zamknij za sobą drzwi, nie mam ochoty nikogo dzisiaj oglądać – dodał po chwili.
– Jasne Jason, znikam – powiedział Tommy, zagryzając zęby i przy okazji język, żeby nie powiedzieć za dużo. Odwrócił się na pięcie i szybkim krokiem ruszył w kierunku drzwi biura szefa. Kiedy chwycił za klamkę i nacisnął, Jason dodał jeszcze:
– Weź powiedz Susie, żeby zrobiła mi kawę i przyniosła – powiedział nie patrząc nawet na Tommiego, tylko przeglądając spóźniony raport i szukając czegoś w swoim smartfonie.
– Ta, jasne – dodał mężczyzna wychodząc z biura i zamknął za sobą drzwi. Jego pięść ściśnięta była tak mocno, że białe kostki prawie wyskoczyło spod skóry. Oparł się o ścianę, zamknął oczy i wziął kilka głębokich wdechów. Akurat teraz mijała go Kate, niosąc jakieś segregatory z dokumentami, która zatrzymała się na chwilę i z dobrocią w oczach spojrzała na Tommiego. Jak zwykle ubrana była w ten brązowy, długi sweter i wysoko spięte, jasne włosy, na widok których połowie facetów z biura miękły kolana.
– Hej Tommy, jak tam? Spotkanie z Jasonem, co? – zapytała ciepłym, miłym głosem – Może masz ochotę na kawę? – dodała po chwili, a na jej ustach namalował się szczery uśmiech.
– Pewnie Kate. Tylko daj mi te segregatory, pomogę Ci – powiedział w ulgą Tommy i wziął je od niej – Ale dzisiaj ja stawiam, chodźmy – odrzekł uśmiechając się do koleżanki. Tego mu było trzeba, chwili ciszy i rozmowy o czymś innym niż o tej cholernej pracy.
Zjechali windą na parter i przechodząc obok recepcji, Tommy zwrócił uwagę na małą awanturę jaka rozgorzała między Clayem z administracji, a jakimś młodym łebkiem w biało-czerwonej bejsbolówce z paczką w ręku. Chłopak chciał gdzieś wejść albo wjechać, ale bez identyfikatora albo chociaż informacji o jego wizycie od kogoś z biura Clay nie był w stanie go puścić. Kiedy wychodzili już z biurowca, rzucił jeszcze okiem na recepcję i dostrzegł, że młodego zgarnęła ochrona i pomyślał, że najpewniej zaraz wyrzuci go z budynku. Zaszufladkował jednak tą sytuację jako nieistotną i tylko wzruszył ramionami.
Na ulicy panował harmider, tak jak zawsze o tej porze dnia. Przeszli dwie przecznice, wśród samochodowych klaksonów oraz głosów tysięcy przechodniów i weszli do kawiarni Johny’s Beans. W przytulnym, industrialnie wyposażonym wnętrzu siedziało kilka osób, popijając, rozmawiając i czytając gazety. Za ladą stała uśmiechnięta Martha, która od razu złapała wzrokiem dwoje nowych klientów.
– Hej Tommy, hej Kate – powiedziała, uśmiechając się od uch do ucha – To co zwykle?
– Tak, dwie duże latte na wynos – odpowiedział Tommy, puszczając oko do Marthy.
– Już się robi! To będzie 16 dolców – dodała, a czerwony rumieniec od razu zalał jej całą powierzchnię twarzy
– Proszę – odpowiedział Tommy i wyciągnąwszy pieniądze, położył je na ladę
– Tommy, Tommy… cały Tommy – powiedziała Kate i zaśmiała się – Jest jakiś dzień, w którym z nikim nie filtrujesz? – dodała po chwili, nie czekając na reakcję przyjaciela
– Weź, Kate. Ja jestem po prostu przyjazny – odpowiedział mężczyzna, zabierając dwa kubki gorącej kawy
– Tak, jasne – powiedziała z przekąsem Kate, której uśmiech nie schodził z twarzy
Usiedli na krzesłach, przodem do ulicy, którą widzieli w całej okazałości, a Tommy odłożył na stoliku segregatory Kate. Kawiarnia bowiem miała dwa wielki okna, które niemal w całości były zrobione ze szkła. Zaczęli popijać z kubków w ciszy, ciesząc się chwilą przerwy i wspaniałym smakiem świeżo mielonej kawy. Samochody przejeżdżały, taksówki zatrzymywały się po pasażerów, piesi przechodzili po pasach z jednej strony na drugą, a dwoje przyjaciół siedziało i korzystało z chwili.
– Długo tu jeszcze wytrzymasz? Jason nie daje Ci żyć co? Uwziął się na Ciebie? – zaczęła rozmowę Kate, biorąc łyk kawy.
– A nie wiem. Potrzebuje pieniędzy, potrzebuję tej pracy. Znam się na tym, przecież wiesz – odpowiedział Tommy, a na jego twarzy pojawił się dziwny grymas.
– Wiem Tommy, jesteś specjalista. Martwię się o Ciebie, bo pamiętam co spotkało Stephanie. Też ogarniała temat, a Jason ją wypieprzył na zbity pysk. Poszła nawet z tym do prawnika, ale korporacja wygrała bez żadnych ceregieli. Nie miała szans – powiedział Kate spoglądając na Tommiego i najwyraźniej zauważając jego zmieniony wyraz twarzy.
– Daj spokój, nie ma co gadać – dodał od razu bez zastanowienia – Znaczy nic do Ciebie nie mam, rozumiem co mówisz. Nie martwię się, że Jason mnie zwolni. Po prostu mnie wkurwia. Jestem kawałem skurwysyna, który dobrał się do władzy, a ja nie mam tego luksusu i możliwości zmiany pracy. Jestem w kropce, albo innej czarnej dupie – powiedział poddenerwowanym głosem i z drżącą ręką wypił łyk kawy. Wieczko musiało być jednak niedomknięte i cześć zwartości kubka wylała mu się na świeżą, niebieską koszulę.
– Cholera jasna! Jezu, co za dzień – krzyknął niemal Tommy, wstając z krzesła i zwracając uwagę niemal wszystkich obecnych w kawiarni klientów.
– Spokojnie, masz tu chusteczkę – odpowiedziała ze spokojem Kate i nachyliwszy się do Tommiego zaczęła wycierać mu plamę na koszuli. Tommy jednak wzruszył się i odchylił nieco do tyłu.
– Nie trzeba – powiedział oschle.
– Jasne, przepraszam – odpowiedziała zawstydzona Kate i cofnęła rękę, wrzucając chusteczkę do stojącego w pobliżu śmietnika.
– Znaczy, dziękuję. Przepraszam, chyba mam dosyć – dodał po chwili Tommy, wyraźnie reflektując się że Kate jest jedyną osobą, która dzisiaj nic do niego nie ma – Dobrze się gada, ale może powinniśmy już wracać do biura, zanim naprawdę mnie wyrzucą. Chciałbym mieć więcej czasu na rozmowę – powiedział Tommy, zerkając na Kate i uśmiechając się na tyle, na ile jego stan m. pozwalał
– Pewnie Tommy, z tobą zawsze – odpowiedziała przyjaciółka – Ale teraz chodźmy, powinniśmy wracać.
Wstali z krzesełek, pożegnali się z Marthą i ruszyli do wyjścia. Tommy otworzył drzwi i pierwszy wyszedł na ulicę. Kiedy tylko stanął na chodniku, ktoś wbiegł w niego, niemal przewracając ich oboje.
– Uważaj jak biegasz, frajerze – krzyknął Tommy i odepchnął chłopaka, który w niego wbiegł
– Jasne proszę pana, przepraszam – odpowiedział ten i pobiegł dalej, nie oglądając się za siebie.
Dalsza cześć powrotu do biura odbyła się bez przykrych przygód. Tommy starał się trzymać ręce na plamie, starając się ją jakoś zakryć. Razem wjechali na swoje 23 piętro i rozstali się pod biurem Kate.
– Trzymaj się Tommy, nie daj się – powiedziała Kate i nieśmiało pocałowała Tommiego w policzek
– Jasne, dzięki Kate – odpowiedział mężczyzna i wzrokiem odprowadził przyjaciółkę, która po chwili zniknęła za drzwiami swojego biura. No, to czas wracać do pracy. Niech to szlag pomyślał Tommy i udał się do swojego gabinetu, który znajdował się nieopodal biura Jasona. Siłą rzeczy musiał minąć pokój swojego szefa, która akurat rozmawiał przez telefon. Rozmawiał to złe pojęcia, on krzyczał. Niemal wrzeszczał do słuchawki, ale Tommy nie był w stanie załapać o co chodzi. Poszedł po prostu dalej i usiadł za swoim biurkiem. Otworzył laptopa, skrzynke e-mailową i zaczął przeglądać wiadomości. Byle do 16 westchnął i powiedział do siebie w myślach, starając się zapełnić jakoś pozostały czas w pracy. Po chwili jednak do jego biura wpadł Jason, który aż kipiał w wściekłości.
– Tommy, kurwa. Gdzie są faktury od AstraTech? Ta szafka? – powiedział, niemal krzycząc i podszedł do jednej z szafek na dokumenty, znajdującej się naprzeciwko biurka.
– Nie Jason, nie pod „A”. Przeniosłem do „Czekających na akceptację”, bo coś z rachunkiem się nie zgadzało – odpowiedział Tommy, nie wyglądając zza monitora swojego laptopa.
– Dzięki – rzucił na odchodne Jason i wziąwszy gruby plik dokumentów, wyszedł z biura Tommiego.
Na szczęście, ostatnie kilka godzin minęło w ciszy i spokoju. Tommy spakował laptopa do torby, pozamykał szafki, wziął kartę z identyfikatorem i wyszedł z biura. Złapał jedną z taksówek, która w kilkanaście minut odwiozła go do jego mieszkania. Wszedł do swojego mieszkania, odwiesił płaszcz i kapelusz, położył torbę na szafkę i poszedł wziąć prysznic. Zmyć ten cały syf i brud, który się do niego dzisiaj przykleił. Ubrany w czarny szlafrok, poszedł do pokoju i włączył telewizor, ustawiając kanał informacyjny CNN. Od razu poszedł też do kuchni i nastawiał w mikrofalówce jakieś szybkie żarcie, którego całą masę nakupował dzień wcześniej. Wziął też schłodzone piwo i niemal od razu wypił całą butelkę. Tommy zapatrzył się na panoramę miasta, a z letargu uwolnił go dźwięk gotowego jedzenia. Wziął kolację, butelkę i rozsiadł się na kanapie.
W tym samym czasie nadano w telewizji specjalny komunikat. Prezenterka CNN, wpatrzona prosto w kamerę trzymała w rękach kartki z tekstem i niemal bezemocjonalnym tonem zaczęła mówić, a za jej plecami wyświetlono portret osoby poszukiwanej listem gończym. Tommy prawie zadławił się kolacją, gdy zobaczył że widział tego przestępcę dzisiaj dwa razy – w biurze i przy kawiarni. Co do kurwy nędzy pomyślał. W tej samej chwili zadzwonił jego telefon komórkowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *