Listy, cz. II

Do mojego przyjaciela Ludwiga von Ludendorff, kapitana Gwardii Cesarskiej.

Drogi Przyjacielu,


  Chwała niech będzie Najwyższemu, a także i naszemu miłościwemu Cesarzowi! Z boską pomocą, wielce uradowany jestem, gdyż pojmać jednego z tych dzikusów udało się. Pełen dumy i radości spieszę pisać do Ciebie tę wiadomość, ponieważ klimat nieustępliwy i zajadłość tych pomiotów piekielnych nie daje nam spocząć i odpowiednio się usposobić do dalszych działań. Przygotowaliśmy już transport, więc więzień eskortowany będzie rychło, zaraz o świcie dnia następnego, a ten list wysłany będzie poprzez gońca razem z nim. Jako iż eskortę ustanowić muszę, proszę Cię o dodatkowe wsparcie w postaci oddziału doborowych strzelców i tarczowników im towarzyszących. Na ten moment, to jest dwudziesty ósmy lipca, roku Najwyższego 1574, dwudziestego roku panowania miłościwie nam panującego Cesarza Johannesa Grundenwalda, dysponuję siłą osiemdziesięciu zbrojnych i strzelców oraz czterdziestu robotników, za pomoc nam służących. Zajadłość tubylców jest wielka, także każdy człowiek jest na wagę złota. Umacniamy swoje pozycję, patrolujemy teren i zabezpieczamy przyczółki. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to nim nastanie jesień, powinniśmy znaleźć ich osadę i do gołej ziemi spalić lub w niewolę posiąść. Nasz broń palna odstrasza te psy nieczyste, jednak nie mamy możliwości ani wyrabiania amunicji ani przeprowadzenia reparacji. Nie ustajemy jednak w modłach i nie popadamy w obłęd, licząc na zwycięstwo i chwałę Najwyższego wylewającą się na te dzikie i nieokiełznane tereny.
  Zatem także i Ty kontent powinieneś pozostać i spokojnie patrzeć w niebo, dziękując Najwyższemu za pomoc oraz okazane miłosierne oblicze! Drogi przyjacielu, niezwykle rad jestem z Twojej ostatniej odpowiedzi i obecności zapowiedzianej na koniec przyszłego miesiąca, przed kolejną pełnią. Wyczekiwać będziemy na oznaki przyjazdu i przygotujemy wieczerzę odpowiednią do stanu naszych zapasów i możliwości. Może i nawet miejscowe specjały przygotujemy i podarunki z miejscowych materiałów wytworzone.
  Wiedzieć także musisz, iż rozmawiałem dziś z wielebnym ojcem Agarem i planujemy powziąć budowę pierwszej świątyni na tym terenie, Najwyższemu poświęconą. Mam nadzieję, iż zamysły uda się zrealizować, a wraz z tobą przybędzie także sługa pokory, rangą odpowiedni, ażeby kościół nasz nowy namaścić i w opiekę Najwyższemu ofiarować.
  Czekam na wieści ze stolicy i zabieram się do pracy, chociaż ludzie nasi potrzebują nieco wypocząć. Klimat tutaj naprawdę jest srogi i na równi z tubylcami ani na chwilę wytchnąć nie daje. Razem z więźniem i listem dołączam także ostrze miecza, tubylczym fachem stworzone, wprost ze skał wulkanicznych albo innych kamieni szlachetnych wykute. Takimi oto prymitywnymi narzędziami na naszych mężów ruszają, obrzucając przy okazji kamieniami z proc skórzanych. Oby ich prezencja napawała Cię dumą i gablotę w komnatach przyozdabiała.
  Niech ochrania nas Cesarz, a błogosławi nam Najwyższy. Ku chwale imperium!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *