(Prolog) Kaeiran, czarodziej z Akademii Aethernas

Kaeiran pochylił się nad kamienną skrzynią, czując jednocześnie emanującą z niej magiczną aurę. Wiedział, że chroni ją jakieś paskudne zaklęcie, czyhające by zdezintegrować każdego śmiałka i chciwego poszukiwacza przygód. Jedną ręką przetarł kurz, odsłaniając starożytne runy wygrawerowane na tym solidnym kufrze. Wczytał się w nie uważnie, próbując je przetłumaczyć i dowiedzieć się co może znajdować się w środku.
– A to ciekawe… – zamyślił się, oparł swoją drewnianą laskę o ścianę i sięgnął do torby po opasłe tomiszcze. Otworzył je i zaczął szukać informacji o runach z kufra – Eakhaton, Eataerius, ektoplazma, eliksiry… nie, nie, wcześniej. O, mam! Elfy! – krzyknął i usiadłszy na podłodze zaczął przeglądać księgę.
Kiedy Kaeiran wczytywał się w we wszelkie informacje odnośnie tej starożytnej rasy i jej języka, światło z kryształu jego laski zaczęło blednąć. Czarodziej wstał, załapał za nią i wypowiadając słowa inkantacji stuknął o posadzkę. Momentalnie cała komnata rozświetliła się białoniebieską poświatą. Mag wrócił do swojej księgi i w końcu, po kilkudziesięciu minutach, znalazł to czego szukał – rozdział poświęcony runom, ich tłumaczeniom na język współczesny wraz z komentarzami autorów. Nie była to cała zgromadzona wiedza w tym zakresie, ale czarodziej nie dysponował niczym innym. Chciałbym mieć więcej czasu by móc zajrzeć do wielkiej biblioteki i obszernego archiwum, które znajduje się w naszej Akademii pomyślał.
Kaeiran wrócił do skrzyni i jeszcze raz wczytawszy się w runy, zaczął je tłumaczyć. Nie było to jednak takie proste, gdyż niektóre runy były bardzo stare, inne wytarte, a jeszcze inne zniszczone poprzez liczne rysy i uszczerbki na skrzyni. Widocznie wielu śmiałków próbowało ją otworzyć na siłę przy użyciu ostrych i tępych narzędzi. Niestety Ci głupcy przypłacili za to swoim życiem, a jedynymi pozostałościami po nich są liczne szkielety porozrzucane po całej komnacie. Pomieszczenie w którym się znajdował nie było bardzo duże, więc nie mogło ich zabić żadne wielkie monstrum. Jego ściany były idealnie gładkie, w całości wykonane z jakiegoś białego kamienia oraz pokryte magicznymi runami. Nie miało też żadnych otworów ani okien i prowadziło do niego jedynie wąskie przejście, które było końcem wykutego w skale grobowca.
– Te runy nie mają sensu… nic tutaj nie pasuje – powiedział do siebie sfrustrowany i w złości uderzył pięścią w wieko skrzyni – tutaj musi być coś jeszcze – dodał po chwili zastanowienia, sięgając do swojej drugiej torby w której trzymał eliksiry. Poszperał w niej przez chwile i wyciągnął mały flakonik z białym płynem. Wyciągnął koreczek i jednym haustem opróżnił zawartość. Schował pustą buteleczkę i zamknął oczy. Po kilku chwilach jego zmysły się wyostrzyły, źrenice zniknęły, a Kaeiran zaczął widzieć sploty i wiązki magicznej energii. Przybierały kształt niebieskich wstęg łączących różne punkty styku świata realnego ze światem magicznym. Spojrzałem więc od razu na elficką skrzynię i dojrzał więcej run niż za pierwszym razem. Nachylił się nad skrzynią raz jeszcze i, wiedząc że ma kilkanaście minut, ponownie zabrał się za studiowanie wykutych na niej znaków. Tym razem jednak składały się one w całe zdanie i głosiły złowrogą przestrogę:

Jeżeliś przyjacielem naszym a nie wrogiem,
Jeżeli twe serce nie okryte jest mrokiem,
Jeżeliś błogosławion przez Panią Nihl’Alaret
Przysięgę złóż, a skrzynia otworzy się wnet.
Biada tobie jednak, jeżeliś złem przeniknięty
Bowiem ogniem Alarmaenu zostaniesz ogarnięty.

  Teraz wszystko było jasne. W momencie kiedy czarodziej przeczytał słowa wyryte na skrzyni eliksir przestał działać. Fale magicznej energii rozpłynęły się w powietrzu, a źrenice wróciły na swoje miejsce. Kaeiran długo się na zastanawiając zajrzał do swojej torby i wyszukał w niej mały zwinięty pergamin. Rozwinął go i na głos przeczytał zapisane na nim słowa:

O Nihl’Alaret! Jakże piękne jest twe oblicze!
Na wszystko co drogie i temu światu bliskie,
Na wszystko co dobre i ku światłości wiedzie,
Na wszystko co braciom i siostrom pomaga w biedzie,
Przysięgam życie swe złożyć w podzięce.
O Nihl’Alaret! Jakże piękne jest twe oblicze!

  Kiedy tylko Kaeiran wypowiedział ostatnie słowa, skrzynia niemal bezszelestnie otworzyła swoje wieko. Ha, a więc ten starzec miał jednak rację. Ciekawe tylko skąd on wziął ten pergamin pomyślał, zaglądając do wnętrza starożytnego kufra. Na jego dnie znajdował się tylko jeden przedmiot – kamienny, zimny w dotyku zaokrąglony przedmiot w kształcie półksiężyca. Czarodziej przyjrzał mu się z bliska, bowiem wydawało się że stanowi on część jakiejś większej całości.
– A to Ci dopiero ciekawostka – powiedział sam do siebie wpatrując się w tajemniczy przedmiot – Tak wiele dni podróży, pokonanych przeciwności i śmiertelnych niebezpieczeństw… i to tylko po to, aby znaleźć coś tak małego – dodał i schował go do jednej ze swoich sakw. Wziął również swoją księgę, magiczną laskę i zanurzył się w głębi korytarza, prowadzącego do wyjścia z grobowca. Kiedy z niego wyszedł, znalazł się w lesie położonym wysoko w górach. Podszedł do swojego konia, odwiązał lejce i poklepawszy po szyi, dał mu świeże jabłko. Zadowolony koń prychnął z radości. Dobrze, że zastałem Cię żywego. To nie jest przyjemna okolica, wynośmy się stąd wyszeptał do swojego wierzchowca i już miał skoczyć na siodło, gdy nagle zobaczył tajemniczą postać stojącą niedaleko niego. Kaeiran przyjrzał mu się dokładnie i ujrzał sędziwego mężczyznę w brudnym, starym płaszczu okrywającym całe ciało. Jego czarno-siwe włosy wystawały spod kaptura, który dobrze zakrywał większą cześć twarzy. Nieznajomy trzymał w ręku drewniany, misternie rzeźbiony kostur, który zwieńczony był srebrną kulą.
– Kaeiranie – odezwał się spokojnym głosem starzec jako pierwszy – Twoje przyjście tutaj nie było przypadkowe, a i Twoje przeznaczenie poprowadzi Cię do wielkich czynów. Nie mam czasu na wyjaśnienia, gdyż czas nagli, a i nieprzyjaciel czyha za rogiem. On już wie, że go masz i dołoży wszelkich starań aby ci go odebrać. Weź ten ornament i udaj się do miasta Srebrny Bród do gospody Pod Rozbitym Kuflem. Tam się spotkamy! Uciekaj! – dodał i w jednej chwili wypowiedział magiczne zaklęcie, prawą ręką narysował w powietrzu przecięty okrąg, a lewą stuknął kosturem, po czym zniknął.
– Kto to… co to… – podziewał pełen zdumienia sam do siebie Kaeiran, ale nie dane mu było dokończyć zdania. Mała polanka na której się znajdował w jednej chwili wypełniła się szarą, nieprzenikniętą mgłą. Czarodziej chwycił lejce konia i wraz ze swym wierzchowcem podszedł do wejścia grobowca, aby mieć całą polaną przed sobą. Mocna ścisnął swoją magiczną laskę, a prawą rękę wsadził do sakwy, w której trzymał potrzebne do rzucania zaklęć ingrediencje. Wyciągnął z niej małą żółtawą bryłkę siarki i mocna ścisnął w prawej ręce. W skupieniu obserwował teren przed sobą, starając się pierwszy wypatrzyć zagrożenie. Oczekując na nieznane, poczuł silne rozdarcie między światami – magicznym i ziemskim. Coś będzie przyzwane, chyba ożywieńcy. Cóż to za wielka siła jest zdolna to rzucenia tak potężnego zaklęcia? pomyślał i zobaczył przed sobą wolno idące ku niemu szkielety i zombie. Ci uzbrojeni po zęby nieumarli, odziani w stare, zardzewiałe zbroje mieli jeden cel: zabić i odebrać ornament.
– Wasze niedoczekanie parszywe monstra – powiedział Kaeiran i przygotował zaklęcie. Laską narysował w powietrzu niebieskawy okrąg i wsadził w jego środek prawą rękę. Trzymana wcześniej bryłka siarki uniosła się nad prawą rękę i zapłonęła niebieskim promieniem – Ignatio, Sfaerus maxima! – krzyknął czarodziej i wystrzelił z dłoni potężną kulę ognia, która z impetem trafiła w oddział nieumarłych i wybuchła. Dziesięciu przeciwników padło na ziemię rozerwanych i spalonych, ale Kaeiran zobaczył że jeszcze kilku z nich zostało na polanie i maja się całkiem dobrze. Nie myśląc wiele wskoczył na konia i szarpiąc za lejce, ruszył galopem przed siebie. Z torby wyjął jeszcze szaro-fioletowy kamyk, na który chuchnął i wypowiadając odpowiednie zaklęcie rzucił za siebie w grupę pozostałych ożywieńców. Gdy przedmiot ten spadł na ziemię zaczął syczeć, a z jego środka wystrzeliło kilka magicznych pocisków które skutecznie pozbyły się reszty przeciwników. Omijając zwinnie drzewa, szybko znalazł się na głównym trakcie. Biegł on przez całe królestwo Aeternas aż do piętrzących się na północy wysokich i majestatycznych Srebrnych Gór, dawnego królestwa Krasnoludów. Nie myśląc wiele, spiął wodze i ruszył na południe, do królestwa ludzi. Do Srebrnego Brodu, gdzie spotkać ma się z tajemniczym nieznajomym. Kaeiran czuł, że od tej chwili nic nie będzie takie jak zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *