Witajcie!
Ostatnie trzy miesiące były nieco jałowe jeżeli chodzi o moją twórczość, ale na szczęście moja wena wróciła i spokojnie mogłem wziąć się za pisanie. Potrzebowałem jakichś dwóch tygodni aby wrócić do ustalonego przez siebie rytmu środowo-sobotniego. Jeżeli o to chodzi, to nic się nie zmieniło – w środy będę wrzucał kolejną stronę z Dziennika Skazańca, a co sobotę kolejną część Kronik Aethernas.
W między czasie przychodził mi także pomysły na inne historie, zwłaszcza na czające się gdzieś z tyłu głowy sci-fi, ale zdecydowałem, że na razie nie będę publikował nic nowego. Postaram się skupić na cyklicznym wrzucaniu Dziennika i Kronik, a potem się zobaczy. Będę informował na bieżąco.
Poza tym zaczął doskwierać mi design tego bloga i myślę o jakichś zmianach wizualnych. Zdjęcia, ryciny, szkice, motywy kolorystyczne – coś co pozwoliłoby lepiej wczuć się w świat przedstawiony. Sam niestety nie jest zdolny do takich dzieł, ale może uda się coś wymyśleć. Myślę, że dobrze wpasowało by się to w tematykę bloga.
Wracając jednak to zawartości, wklejam kolejną cześć Kronik Aethernas. Powstawała w trudzie i z kilkoma problemami, ale myślę że historia nabiera tempa…
„- Darrionie, weź kilku ludzi i przyprowadźcie nasze konie. Nie zostawiajmy ich bez straży. – powiedział do swojego oficera, a gdy ten udał się w miejsce gdzie zostawili swoje wierzchowce, zaczął zaglądać do mis i półmisków szukając czegoś przydatnego do spożycia. Po niecałej godzinie, kiedy już wojownicy przygotowali strażnice na nocleg, a palenisko płonęło jasnym, ciepłym ogniem, kapitan Garund wstał od stołu i odszedł do kominka. Spoglądając w ogniste języki i przysłuchując się trzaskającym kawałkom drewna, zastanawiał się nad planem i spotkaniem z Eldrykiem.
– Już niedługo Eldryku, już niedługo… „